American Beauty

American Beauty


W ramach zasłużonego odpoczynku od klejenia kartonów, postanowiłem spróbować swych sił w budowie modeli plastikowych. Wybór padł na broń pancerną w skali 1:35. Nie chcąc rzucać się z przysłowiową motyką na słońce wziąłem pod lupę stary wytwór Tamiy z interesującym mnie tematem wietnamskim. Z wielkimi obawami rozpocząłem składanie repliki czołgu M48 Patton w wersji A3. Podszedłem do pracy z respektem, jako że po wielu latach przygody z modelarstwem kartonowym był to mój pierwszy plastik. Dlaczego akurat ten model?

Konflikt w Wietnamie wypromował moim skromnym zdaniem najpiękniejszy pojazd gąsienicowy w historii, czyli M48 ochrzczony imieniem generała Pattona. Po zakończeniu II wojny światowej i w początkach tzn. zimnej wojny najlepszym amerykańskim czołgiem średnim był M26 Pershing uzbrojony, co prawda w armatę 90mm, ale dysponujący zbyt słabym silnikiem benzynowym. Obawiając się siły Rosjan rozpoczęto modernizacje M26, w wyniku których po ciągłych przeróbkach powstał M46 Patton. Wszyscy zdawali sobie sprawę z faktu, że ciągła modernizacja tego samego czołgu to tylko półśrodek. Po kolejnym Pattonie M47 przyszła kolej na produkt docelowy, czyli M48. Prace projektowe nad nowym pojazdem rozpoczęły się w 1951r. Do kwietnia 1953r. czołg oficjalnie został przyjęty do uzbrojenia. Typ M48 budowany był w kilku wersjach. W jeden z ostatnich wprowadzono nową armatę 105mm. Czołg ten stanowił podstawowy sprzęt bojowy USA do drugiej połowy lat sześćdziesiątych XXw, kiedy to pojawił się nowy czołg ale wywodzący się z tej samej linii konstrukcyjnej M60. Te pojazdy przetrwały do końca lat osiemdziesiątych, kiedy to zaczął królować zupełnie nowy czołg M1 Abrams. 

Przed pracą nad montażem repliki przez kilka dni wertowałem Internet oglądając zdjęcia gotowych modeli w różnych wersjach i różnych malowaniach. Modele z ,,brudzingiem” i bez, z ,,tobołami” prosto z pola walki jak i ,,czyściochy” prosto z hali fabrycznej. Zapoznałem się z fachowymi radami modelarzy piszących artykuły w słusznych modelarskich czasopismach. Teoretycznie byłem gruntownie przygotowany do pracy. Do tego zaopatrzyłem się w produkty: Miga, Ak- interactive, Vallejo, Lifecoloru sądząc, że najlepsze materiały pomogą w osiągnięciu zadawalającego efektu. W końcu zaczął się dzień pierwszy, kiedy to rozpocząłem oddzielanie elementów od ramek. Poszło nawet bez oporów, bo model sklejał się gładko a części pasowały bez dużego szpachlowania. Zgodnie z zasadami sztuki po sklejeniu przyszła kolej na podkład (Mr Hobby 1200), ,,preshiding” i wreszcie kolor bazowy- tamijowski olive drab. Jedyną rzeczą, którą wymieniłem były gąsienice. Te będące w zestawie, nawet dla mnie laika, były nie do przyjęcia. Zamieniłem je na zestaw AFV Clubu i rozpocząłem żmudne składanie pojedynczych ogniwek. Po sklejeniu wszystkiego ,,do kupy” przeszedłem na wyższy stopień jazdy modelarskiej czyli do nakładania washów, filtrów i modulowania kolorów. Gotowy model postawiłem na podstawce imitującej fragment wietnamskiej przyrody. Wybrałem dla czołgu malowanie i oznaczenia 11 pułku kawalerii pancernej (Blackhorse Regiment). Florę tworzą w większości spreparowane autentyczne rośliny: zasuszone trawy, kawałki różnych chwastów i fragmenty paprotek. Palmy to własny patent stworzony z korzeni, sznurka i hydraulicznych pakuł. Scenerię zaczerpnąłem z dość licznych fotografii amerykańskiej broni pancernej z czasów wojny wietnamskiej. Widać na nich ubłocone i zakurzone czerwoną ziemią pojazdy przedzierające się przez bujną zieleń, prawie zawsze obłożone plecakami, plandekami i innym niepotrzebnym ,,badziewiem”. Czasami wyglądało to dość komicznie- pakunki, kanistry i fragmenty gąsienic zakrywały niemal cały czołg. 

 

Cezary Łanik