Supermarine Spitfire Mk Vb

Supermarine Spitfire Mk.Vb
Kartonowy Arsenał 1/2005 
skala 1:33  


Spitfire Vb RF-D ,,Kaczor" Jana Zumbacha to klasyk polskiego lotnictwa. Każdy modelarz musi w swoich zbiorach posiadać replikę tego samolotu. Podkreślam słowo musi! Często na wystawach i konkursach pojawia się kilka miniatur płatowca w różnych skalach. Wygląda to czasami dość śmiesznie - małe i duże kaczory obok siebie. Ale dość polityki... 

Wycinankę Kartonowego Arsenału wydawnictwa Andrzeja Halińskiego polecam jako produkt trafiony w dziesiątkę. Model skleja się bez większych trudności i pod tym względem nie ma żadnych zastrzeżeń. Wątpliwość mogą budzić jedynie kolory, ale my modelarze kartonowi niestety nie mamy już na to wpływu. Zresztą, jakość wycinanki gwarantują projektanci: panowie Marcinowie- Grygiel i Dworzecki.

Z panem Gryglem miałem przyjemność ,,potykać się" w Skawinie w 2001 r. w czasie Mistrzostw Polski w klasie modeli waloryzowanych. Jego Foka była pierwsza, moje Zero drugie. To tyle, jeśli chodzi o samoreklamę, a my wracamy do tematu.

Spitfire'a postanowiłem gruntownie zwaloryzować. W zestawie można wykonać ruchome lotki i stery. No i oczywiście obracające się śmigło. Te elementy to oczywiście standard. Ja chciałem czegoś więcej. Mój kaczor otrzymał silnik (zbudowany od podstaw), łoże silnika, płytę pancerną, zbiornik paliwa, wypuszczone klapy, wnęki kaemów, radiostację w otwartym wzierniku w kadłubie i mnóstwo drobnych elementów i kabli w okolicy silnika. Najwięcej czasu zabrało zbudowanie Merlina. Po lekturze wielu opracowań i porównaniu zdjęć wątpliwej jakości mój silnik jest chyba w 90% wierną repliką. Największy problem stanowił kolor. Po wielu próbach, silnik otrzymał barwę będącą mieszaniną matowych Humbroli- czarnego, srebrnego i szarego. Ostatecznie przybrudziłem go jeszcze suchymi pastelami. Gąszcz kabli tworzą czarne i brązowe nici różnej grubości. Szczególną uwagę poświęciłem usztywnieniu przedniej części kadłuba. Cała konstrukcja między zbiornikiem paliwa a śmigłem łączy się tylko za pomocą cienkiej wklejki od spodu kadłuba. Trzeba było pod silnikiem, który też waży swoje, dokleić dodatkowe kartonowe rurki usztywniające delikatną konstrukcję. Linie podziału blach poszycia samolotu zaznaczyłem dodatkowo twardym ołówkiem 6H. Gdzieniegdzie linie te poprawiłem czarną lub brązową kredką. Gotowy model zrosiłem delikatnie półmatem i ... postanowiłem go jakoś ciekawie wyeksponować. W tym celi rzuciłem się na głębokie wody tworzenia dioramy.

Mojego kaczora chciałem zaprezentować na fragmencie płyty lotniska, gdzieś w Anglii, około 1941 r. Podstawka ma powierzchnię 0,5 m2 i na niej swobodnie mieści się model w skali 1:33. Miejsce, na którym spoczywa Spitfire otoczone jest wałem ziemnych wzmocnionym workami z piaskiem. ,,Produkcja" tych właśnie worków zajęła najwięcej czasu i nadwerężyła cierpliwość modelarza. Worki z piaskiem to po prostu kartonowe prostokąty, paski wycięte z chusteczek higienicznych i dużo wikolu. Z tego wszystkiego formowałem pojedyncze ,,worki" a po wyschnięciu kleju malowałem je brązowymi Humbrolami i ostatecznie brudziłem i pokrywałem ,,kurzem" za pomocą suchych pasteli. Takich miniaturowych elementów wykonałem chyba 300 sztuk. W końcu straciłem rachubę. To wszystko wkleiłem dookoła nasypu ziemnego oczywiście wykonanego z kartonowej konstrukcji oklejonej - uwaga! - papierem toaletowym. W niektórych miejscach nasypu, tak jak każą historyczne fotografie, umieściłem ceglany (kartonowy) mur. Pojedyncze cegły malowałem Pactrami. Płyta lotniska to kartonowe oczywiście prostokąty, specjalnie poszczerbione i popękane.

Płyty pokryłem akrylami i jak zwykle, aby je pobrudzić, użyłem pasteli. Dla efektu, pomiędzy płyty ,,posiałem" trawę. W ten sposób fragment lotniska i jego dodatkowe elementy zazieleniły się soczystym kobiercem. Trawę imituje kolejowa posypka oraz suszone produkty Kamisa - natka pietruszki, oregano i koper. Po wklejeniu idealnie udają kępy traw i liście krzewów, które gwałtownie wyrosły na ziemnym nasypie chroniącym samolot. Aby nie było mu smutno, otaczają go lotniskowe gadżety: jakieś pudła, skrzynie i beczki przykryte plandeką. Wszystko oczywiście przybrudzone i zakurzone. Mechanicy gdzieś na chwilę odeszli (być może jest właśnie five'o'clock). Zostawili drabinę, a na prowizorycznym stole skrzynkę narzędziową. Zapomnieli też o wózku akumulatorowym. Ale za chwile wrócą, poskładają wszystko ,,do kupy", a dzielny pilot pofrunie w przestworza ścigając kolejnych chłopców Goeringa...

Model został nagrodzony na XII Kieleckim Konkursie Modelarskim - Kielce 2006

Cezary Łanik