Husarskie hokejki

Husarskie hokejki

Pewnego dnia Jacek C. pojawił się bardziej zaaferowany niż zwykle. Okazało się, że ktoś z Muzeum przekazał informację do bazy w Inowrocławiu, że potrafimy coś namalować. Cała afera dotyczyła wykonania malowania okolicznościowego na obchody stulecia lotnictwa polskiego na śmigłowcu Mi-24. Nie byłoby w tym nic specjalnie szczególnego, gdyby nie to, że właśnie w tym czasie zajęci byliśmy renowacją MD-12. Jacek stwierdził, że będzie prowadził konsultacje z pilotami z bazy w Inowrocławiu i na jakiś czas temat przycichł. Kilka tygodni później okazało się, że nie będzie to jeden, tylko dwa śmigłowce, na każdym z nich miała być jedna sylwetka husarza. Jeszcze kilka dni później dowiedzieliśmy się, że autorzy projektu - kpt. pil. Mariusz Królik i kpt. pil. Przemysław Bielawski chcieliby mieć postaci husarzy na obu burtach maszyn... No to leżymy... 


Na takie dictum Qulonick wymyślił, żeby wybrać całkiem inną technologię wykonania prac malarskich. Pierwotnie chcieliśmy malować przy użyciu masek, ale projekt, który składał się  z bardzo wielu plam w odcieniach szarości i ogromna szczupłość czasu przeznaczona na malowanie, nie pozwalał na zastosowanie tej metody. Jacek K. wymyślił, aby kolejne kolory malować przy pomocy obrazu rzucanego przez projektory multimedialne. Tu pojawiła się kolejna kwestia - praca z użyciem projektora mogła się odbywać tylko wieczorem i w nocy...

Wreszcie 8 maja na terenie Muzeum Lotnictwa w Krakowie wylądowały dwa "Hindy". Najszybciej jak tylko się dało, po pracy wsiedliśmy w samochody i ruszyliśmy z Nowego Sącza do Krakowa, żeby wziąć się do pracy. Niestety nasze przygotowania przerwała totalna ulewa i praktycznie nic poza umyciem i odtłuszczeniem powierzchni przeznaczonych do malowania się zrobić nie dało. W Krakowie zostali Jacek C.  i Jacek K., Natomiast Czarek i ja musieliśmy następnego dnia iść do pracy i musieliśmy wracać. We środę oba Jacki wymaskowali zewnętrzny obrys postaci husarza i pojechali do domu ok 4 rano we czwartek - wiadomo robota... We czwartek wieczorem zjawiliśmy się w Muzeum ponownie i zaczęło się malowanie przy światłach projektorów... Mniej więcej kolejne dni wyglądały prawie tak samo. Bardzo pomocni w trakcie prac byli Czarek, Jacek L. Kamil K - syn Qulonicka, Kuba R., Marcin C., oraz pracownik Muzeum - Daniel P. W efekcie naszych wysiłków we czwarek 17 maja na obu śmigłowcach pyszniły się sylwetki czterech husarzy i jedyne co nam pozostało to "tylko" napisy fundacyjne... Nikt z nas nie przypuszczał, że nałożenie kilku masek i pomalowanie zajmie ponad dwadzieścia godzin ciągłej pracy! Na szczęście 18 maja oba śmigłowce mogły przed zmrokiem znaleźć się w swoich leżach. Pierwsza maszyna odleciał około godziny 15tej. Druga  wystartowała po godzinie dziewiętnastej przy licznie zgromadzonej publiczności - zaczęła się noc muzeów...

Zapraszam do galerii. 
Tomasz Łukawski