P-47 D-15 Thunderbolt

P-47 D-15 Thunderbolt
Skala 1/48   Arii + Eduard +Aero Master  


"KING KONG" wśród myśliwców jednosilnikowych - Republic P-47 "Thunderbolt".
Modele tego niesamowitego myśliwca amerykańskiego nie znalazły się w mojej kolekcji przypadkowo. Jest kilka powodów, które przyciągnęły moją uwagę na tę konstrukcję. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, są oczywiście jego ogromne rozmiary w porównaniu z innymi myśliwcami tego okresu. Wczesne wersje z wysokim grzbietem kadłuba wyglądają jak cysterny z dołożonymi skrzydłami.

Pomimo tego, że wygląda trochę "ciężko", jego osiągi były równie imponujące, co wielkość. Bezsprzecznie samoloty te są legendą lotnictwa. Jest jeszcze jeden aspekt mojej sympatii do tego "potwora" - a mianowicie loty bojowe polskich pilotów, które wykonywali na tych samolotach w jednostkach USAF.

Republic P-47 "Thunderbolt" Arii + Eduard +Aero Master.

Model w wersji "razorback" wykonałem z niedocenianego przez modelarzy zestawu Arii. Model ma prawidłową geometrię, ładnie leży w planach, a różnice nie przekraczają 1-1,5 mm. Powierzchnie zewnętrzne mają delikatnie wklęsłe i na ogół prawidłowe linie podziału blach. Korekty wymaga tylko kilka z nich - generalnie model należy pochwalić za te elementy. Samolot w tej wersji ma ciekawą i rzadko spotykaną owiewkę kabiny - wygląda jak przewrócony do góry stępką kadłub łodzi. Również ten element (przynajmniej w moim modelu) został wykonany z klarownego i cienkiego tworzywa. Silnik pomimo tego, że został odlany wraz ze ścianą ogniową, ma delikatny "rysunek linii" na cylindrach i przy umiejętnym pomalowaniu z cieniowaniem i przecieraniem uzyskamy zadowalający efekt.

Nie wszystko w tym zestawie jest poprawne i do zaakceptowania. Po pierwsze - kalkomanie należy bezzwłocznie po otwarciu pudełka wywalić do kosza, żeby nie psuły nam humoru (koszmar - ja miałem błękitne tło w znakach rozpoznawczych). Kolejną słaba stroną modelu są detale wnętrza kabiny - a właściwie ich brak! Ja moją kabinę budowałem wykorzystując "blaszkę" Eduarda, dodając co nieco od siebie. Model był lakierowany akrylami Gunze, Tamiyi i Pactry. Po nałożeniu kamuflażu i bezbarwnego błyszczącego podkładu nadszedł czas na kalkomanie Aero Master. Wybrałem malowanie maj.Wilberta H.Junttilla z 352 FS; 353 FG, z okresu lądowania w Normandii w 1944 r. Największym wyzwaniem było położenie czarnej szachownicy na żółtej osłonie silnika. Ponieważ szachownica była podzielona na dwie połówki, a ja miałem poważne obawy co do dopasowania tak dużej kalkomanii na obłych powierzchniach osłony, wiec pociąłem kalkę w poziome paski o szerokości jednego rzędu szachownicy. Kalkomanie nakładałem symetrycznie po prawej i lewej stronie osłony zaczynając od górnej części, by ewentualne niedokładności wyszły pod osłona silnika... Jakimś cudem ten zabieg udał się - co widać na zamieszczonych zdjęciach. Nadszedł czas na przybrudzenie modelu i położenie półmatowego lakieru. Muszę wrócić jeszcze raz do kalkomanii Aero Mastera - są naprawdę dobre, cienkie, nie srebrzą się i pięknie wchodzą w linie po zastosowaniu niewielkich ilości zmiękczacza. Model wygląda imponująco i bardzo atrakcyjnie. Ile razy pokazuję ten model komuś po raz pierwszy i jestem pytany, z jakiego zestawu jest wykonany - tylekroć widzę zdumienie i niedowierzanie na twarzy, gdy odpowiadam: "stare Arii". Oglądając zdjęcia modelu w dużym powiększeniu dostrzegłem dość nierówną "groszkową" powierzchnię lakieru - to jakaś gra światła z lampy błyskowej, a może jakiś efekt z "cyfrówki" - gołym okiem jest to niewidoczne. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Model niedrogi, przyjemny w montażu, z cienkimi ściankami odlewów - może stanowić bazę do wykonania wiernej repliki nawet z pootwieranymi wziernikami i lukami inspekcyjnymi. 

Jacek Caliński