P-47 D-28-RE Thunderbolt

P-47 D-28-RE Thunderbolt
Skala 1/48   Monogram + Techmod 


Ta wersja samolotu został zbudowana przeze mnie dużo wcześniej niż wersja "Razorback". Model został wykonany z zestawu Monogramu, który liczy sobie już na pewno kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt lat. Według mnie, pomimo, że model jest już lekko zabytkowy - nadal jest w dobrej kondycji, ładnie mieści się w planach, w 95% ma prawidłowy przebieg linii, choć są one wypukłe i nie spełniają "modelarskiej mody", która panuje już od kilku dobrych lat.

Dzięki prawidłowemu przebiegowi oryginalnych linii podziału blach i dobremu tworzywu z którego są wykonane wypraski - poprawienie tego elementu nie nastręcza trudności. Po wykonaniu tej "operacji" na wszystkich zewnętrznych powierzchniach, przystąpiłem do wykonania kolejnych podzespołów modelu.

Silnik jest odlany łącznie ze ściana ogniową w formie "półtorej gwiazdy", ale starannie i plastycznie. Takie "plastyczne" wykonanie wielu elementów w modelu (panel wskaźników, wnęki podwozia, panele i wzierniki na poszyciu zewnętrznym) są typowe dla tej "serii" Monogramu i w tamtych czasach wyznaczały kierunek w modelarstwie. Silnik pomalowany, pocieniowany i przetarty "suchym pędzlem" i tak zniknął w czeluściach swojej osłony. W moim modelu znajdowała się niewielka blaszka fototrawiona z elementami kabiny, podwozia i anteną, ale nie pamiętam, czy to była blaszka "fabryczna", czy jakiś wczesny Eduard - upłynęło zbyt wiele czasu od momentu budowy tego modelu.

Kolejnym krokiem w budowie, było wykonanie podwozia, które zostało wzbogacone o "blaszkę" i przewody wykonane z naciągniętej nad płomieniem ramki. Model ma bardzo ładne koła z "ażurową" wewnętrzną strona obręczy i opony z "kostkowym" bieżnikiem. Po dokończeniu malowania, zostały odłożone wraz silnikiem do "magazynu". Na tym etapie prac wykonałem wnętrze kabiny. Tak jak pisałem wcześniej elementu kabiny są ładnie odlane i zostały uzupełnione blaszkami. Pasy pilota zostały wykonane z bibułki przewleczonej przez klamry z elementów fototrawionych. Powiem szczerze, że ten sposób wykonania pasów nadszarpnął moje nerwy. Pasy się rwały, i musiałem wykonać ich kilka,zanim udało mi się zebrać jeden komplet, ale efekt końcowy jest ciekawy. Tylna część kabiny jest wykonana jako odsuwana, ale "mechanizm" nie jest zbyt precyzyjny i pozwala na boczne ruchy owiewki. Model montuje się bez problemów i konieczna jest tylko niewielka ilość szpachlówki na tylną część kadłuba.

Model został, jak już pisałem, wykonany dobrych kilka lat temu - zaraz po ukazaniu się zestawu kalkomanii Techmodu z malowaniem samolotu Gładycha. Były to czasy,w których moim podstawowym "narzędziem lakierniczym" był... pędzel. Wprawdzie byłem już posiadaczem "narzędzia natryskowego made in USSR", ale wtedy był dla mnie nieokiełznanym, złośliwym urządzeniem, a nie chcąc spaprać modelu nie odważyłem się go użyć. Szanowni młodsi wiekiem modelarze - trudno sobie dzisiaj wyobrazić, ale nie było wtedy poradników o tym ustrojstwie, a odległości pomiędzy z rzadka występującymi aerografami wynosiły minimum kilka - kilkanaście kilometrów, ...dodając do tego brak takich ustrojstw jak telefonia komórkowa, (telekomunikacja nie wchodziła w grę na pogawędki ze względu na spójność rodziny po rachunku na koniec miesiąca) więc wszelkie niepowodzenia przy pracy aerografem należało przezwyciężać metoda prób i błędów. Osobną sprawą jest to czy "sowiecki aerograf" można nazwać aerografem. Tak czy inaczej model zostal pomalowany Humbrolami i pędzlem! Górne powierzchnie są w moim osobistym i niepowtarzalnym odcieniu koloru śliwkowego ( FS nieznany... JC.), który jest mieszanką granatu, czerwonego i czarnego i niewiadomo jeszcze czego... Dolne powierzchnie zostały pomalowane "aluminium". O ile na górnych powierzchniach nie widać smug, to na dolnych są one trochę widoczne. Model ma podwieszone pod skrzydłami dwie bomby 1000 funtowe, a pod kadłubem płaski zbiornik na 200 galonów paliwa.

Model nosi oznaczenia polskiego asa kpt. Bolesława Gładycha (14 zwycięstw powietrznych) z 61 FS, 56 FG, 8AF USAF z końca 1944 r. Na samolocie pozostały "oznaczenia inwazyjne" w dolnej części kadłuba. Muszę teraz napisać jeszcze kilka słów o kalkomaniach Techmodu. Poprzednio przy okazji trochę psioczyłem na ich sztywność przy okazji omawiania Spitfire Zumbacha. Teraz muszę napisać, że ten zestaw położył się bardzo ładnie i chciałbym, żeby wszystkie tak ładnie wchodziły w linie i układały się na modelu. 

Jacek Caliński