Albatros D.III

Albatros D.III
Skala 1/48 Eduard 
8035 Profipack,
Kalkomanie z Wydawnictwa Kagero


 

Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że będę robił modele „MODELE TAKIC SAMOLOTÓW” to śmiał bym się do rozpuku. Dla mnie to były „szmatopłaty”, „latawce” i „patyki”….. Moje lotnictwo było ze stali i aluminium, ale to ze śmigłem. Teraz zdarzało mi się popełnić „rurę”……ale takie coś ? Zaczęło się od obejrzenia „na żywo” kilku świetnych modeli Borysa Szczypki, no i zachorowałem.

Właściwie byłem chory dużo wcześniej, ale pojawiły się nowe objawy mojej chronicznej choroby.

Wróćmy do modelu. Jak mam w swoim zwyczaju zacząłem od szukania czegoś co miało „szachownice” i można by do tego znaleźć trochę dokumentacji. Przewaliłem całą stertę czasopism i książek ,na które wcześniej nie bardzo zwracałem uwagę. Okazało się ,że materiałów mam sporo , a koledzy dorzucili jeszcze kilka kilogramów.Ponieważ byłem posiadaczem mini monografii Kagero poświęconej Albatrosom D.I-D.V, planów od kolegi i jeszcze kilku innych wydawnictw, a pod szafą znalazłem całkiem przypadkiem model tego samolotu z Eduarda więc konsekwencją tego było to na co możecie popatrzeć na zdjęciach.Jak mam w swoim zwyczaju zacząłem od szukania czegoś co miało „szachownice” i można by do tego znaleźć trochę dokumentacji. Przewaliłem całą stertę czasopism i książek ,na które wcześniej nie bardzo zwracałem uwagę. Okazało się ,że materiałów mam sporo , a koledzy dorzucili jeszcze kilka kilogramów.

Ponieważ byłem posiadaczem mini monografii Kagero poświęconej Albatrosom D.I-D.V, planów od kolegi i jeszcze kilku innych wydawnictw, a pod szafą znalazłem całkiem przypadkiem model tego samolotu z Eduarda więc konsekwencją tego było to na co możecie popatrzeć na zdjęciach. Spodobało mi się malowanie samolotu Adama Haber-Włyńskiego z „białym kotem na kadłubie”. Planowałem wykonac jak najwięcej gotowych i pomalowanych „modułów” modelu , by na koniec połączyć wszystko w całość.

Budowę rozpocząłem standardowo od wykonania wnętrza, a kadłub otrzymał sklejkowe malowanie na wewnętrznych powierzchniach. Następnym krokiem było wykonanie repliki silnika, który został trochę mocniej obrobiony i otrzymał dodatkowe przewody, oś śmigła i inne drobiazgi.Zbiornika paliwa wykonałem od podstaw. Szprychowe koła zostały wykonane z dodatkowego zestawu Eduarda, a karabiny z blaszek z zestawu. Mając wszystkie elementy wnętrza, połówki kadłuba zostały połączone. Kadłub jest „za wysoki” na odcinku pomiędzy kabiną a ogonem. Spiłowanie około 1-1,5mm tworzywa w górnej części poprawia ten błąd. Niestety po zmontowaniu kadłuba niewiele widać z tego co tam jest w środku.

Kadłub został natryśnięty lakierem podkładowym. Nadszedł czas na płaty i usterzenie. Lotki i powierzchnie sterów ogonowych odciąłem i obrobiłem i ponownie wkleiłem w pozycji wychylonej. Skrzydła u usterzenie pomalowałem w kamuflaż zielono-purpurowy, z błękitnymi powierzchniami dolnymi i został lekko wycieniowany na krawędziach żeber.Układ plam jest domniemany, ale odpowiada często spotykanemu na Abatrosach D.III . Nadszedł czas na malowanie kadłuba. Ten element spędził mi sen z oczu przez kilka nocy. Oglądałem jedyne znane zdjęcie „mojego” samolotu zamieszczone w różnych czasopismach i książkach. Spora część literatury przedstawia ten samolot z kadłubem w kolorze zielonym.

Winę za to ponosi „ciemne” zdjęcie reprodukowane w materiałach. Ale nawet na tych ciemnych zdjęciach są widoczne duże kontrasty pomiędzy , szachownicami, szewronem, napisem Alb.D.III 2586/17 a tłem kadłuba. Znalazłem lepszej jakości zdjęcie w czasopiśmie „Lotnictwo z Szachownicą” i po rozmowie z Panem Wojtkiem Sankowskim postanowiłem kadłub wykonać w naturalnych kolorach sklejki. Dziękuje Panie Wojtku za poświęcony mi czas! W jednym z numerów tego czasopisma jest ten samolot w takich barwach. Od razu piszę ,że nie wchodzę w dyskusję o błonach fotograficznych , sposobach wywoływania zdjęć w tamtych czasach itp.

Osłony silnika i okucia skrzydeł wykonałem w kolorze szarym z odcieniem zielonkawym. Na pomalowany kadłub i skrzydła naniosłem kalkomanie i mogłem zmatować wszystkie elementy w całość. Pozostało jeszcze wykonać „pajęczynę” linek naciągów z nieśmiertelnych pończoch. Teraz już wiem za co można nienawidzić samoloty z tamtego okresu. Pocieszam się ,ze to tylko brak wprawy ….. a nie codzienność przy tych modelach. Zajęło mi to mnóstwo czasu zanim udało się osiągnąć efekt widoczny na zdjęciach.