Curtiss Hawk - 75N

Curtiss Hawk-75 N
"aktor drugoplanowy"
Academy - Signum 1:48  

Model tego Curtiss'a jest znany od dawna. Niestety, niczym nie zachwyca i zapewne nie wart byłby opisu, gdyby nie interesująca i stosunkowo mało udokumentowana wojna pomiędzy Syjamem (Tajlandią) i Francją w grudniu 1940 i styczniu 1941r, w której to wziął udział duży H-75 N.

Główną przyczyną konfliktu był spór graniczny we Francuskich Indochinach. Wojnę wypowiedziało Królestwo Tajlandii 15 października 1940r. Do eskalacji starć doszło na przełomie 1940 i 1941r. 8 grudnia tajlandzkie Hawki atakowały cele naziemne nad rzeką Mekong, 15 grudnia eskortowały bombowe Martiny 139 podczas nalotu na cele w Laosie, a 7 stycznia doszło do pierwszych walk z MS-406. Do największego starcia doszło 10 lub 11 stycznia 1941r. pomiędzy H-75 N i MS-406 nad Angor-Vat w Kambodży (istnieją różne relacje z tej bitwy); Hawki broniły bombowców Ki-21. Wg. różnych relacji Francuzi stracili 1 lub 2 MS-406, Tajowie 2 Ki-21. Zwycięstwo uzyskał Sgt.Sangwan prawdopodobnie na tym H-75 N. Wojna zakończyła się 11 marca 1941r. Hawki walczyły jeszcze w grudniu 1941 r. przeciw Japonii i do 1944 r. broniąc Bangkoku. (Tajlandia była wtedy sprzymierzona z Japonią). Jako samoloty szkolne pozostały w służbie do 1950 r. Model przedstawia właśnie uczestnika tych i kolejnych zmagań w powietrzu.

Curtiss 75 powstał w ramach konkursu na myśliwiec dla armii Stanów Zjednoczonych z 1934r. Początkowo konstrukcja Donovana Berlina powoli dojrzewała, zmieniano silniki i konstrukcję kadłuba. Zamówienie uzyskał P-35 Severskiego, natomiast Curtiss zajął drugie miejsce i zamówienie serii przedseryjnej YP-36. Firma postanowiła zdobyć tym samolotem rynki różnych państw Dalekiego Wschodu i Ameryki Południowej oferując tańsze i łatwiejsze w eksploatacji wersje pozbawione przede wszystkim chowanego podwozia i wyposażone w prostsze silniki. (wg.: Monografie lotnicze nr 63 AJ PRESS) 

Właśnie te uproszczone Curtiss'y 75 N (Syjam), M i H (Chiny), O (Argentyna) stały się celem zainteresowania Academy, a później także P-36A/C (Curtiss 75 A-1 A-2, A-3, A-6 i pochodne).

Teoretycznie mieszając zestawy ze sobą można zbudować praktycznie każdą wersję. Tak więc: kadłub Curtiss'a 75 (najbliżej mu do A4, A8) + płat ze składanym podwoziem od A-3 da A-4, A-5, A-7, A-8 /P-36G, A-9, prototyp H 75B, Mohawka IV i pochodne np.: CUc. W zestawie znajduje się także "brytyjski" trójdzielny wiatrochron. Mam wrażenie, że Academy postąpiła podobnie jak Curtiss i tak mamy "prawie" dobre modele na drugorzędny rynek. Brakuje im finezji, a przede wszystkim posiadają poważne błędy w geometrii, wymagające właściwie wykonania znacznych fragmentów od nowa, np.: tylnia część osłony silnika ma nieprawidłowy przekrój i jest za wąska o 6 mm (sic!), aż 28,8 cm na szerokości kadłuba 1:1, co pociąga za sobą totalną przeróbkę przejścia kadłuba w płat i zdaje się nieopłacalne wobec istnienia innych zestawów na rynku. Ten model najbardziej odpowiada wersji argentyńskiej, ale posiada elementy umożliwiające budowę innych odmian ze stałym podwoziem: chińskiej i właśnie syjamskiej (tajlandzkiej).

Złożenie modelu nie było takie proste jak by się wydawało. Chodzi o przednią część kadłuba - sekcję między połówkami kadłuba i osłoną silnika. Elementy te zastępują długą osłonę silnika R-1830 układając się stożkowo i zwężając w stronę kadłuba. To duży błąd. Ta sekcja powinna składać się z szerokiego pierścienia obudowy silnika P&W o stałej szerokości boków, stożkowego przejścia i prawie równoległego położenia boków kadłuba tuż przed kabiną. Tego nie w sposób naprawić, a nawet gdyby zgodzić się na to uproszczenie (co uczyniłem) to i tak trzeba użyć mnóstwo szpachlówki aby "opanować" to miejsce.

Podstawowa skorupa kadłuba jest dwuczęściowa i niestety w modelu "uniwersalna" do wszystkich H-75. Podział osłon w przedniej części odpowiada serii A (linia szczelin w okolicy kabiny), oraz dwa otwory wentylacyjne po bokach. Samoloty z silnikami Wright miały inny układ tych otworów - jeszcze dwa od góry. Osłona silnika posiada żaluzje - typowe np. dla H-75 O i późniejszych wersji z silnikami Wright R-1820 różnych odmian. Wcześniejsze, tak więc właśnie H-75 N nie mają tych żaluzji. Przebudowy wymaga też podwozie. Oryginalne posiadało osłony kół wchodzące w szersze części górne po to aby chowały się w nie podczas skoku amortyzatora. Model tego nie uwzględnia i daje tylko linię odznaczającą podział. Niefortunne jest także rozwiązanie oszklenia za kokpitem. Zamiast stworzyć części przeźroczyste razem z ramką (patrz np. P-40B Trumpetera), co ułatwiłoby klejenie, trzeba się nieźle napocić, żeby oszklenie nie pokazywało grubości swoich elementów.

Malowanie modelu jest zgodne z instrukcją i w moim przekonaniu prawidłowe. Oglądając nieliczne dostępne fotografie można zauważyć, że rysunki godeł osobistych pilotów są mniejsze niż proponuje Academy. Model został pokryty bardzo odporną na ścieranie farbą srebrną (daje się ciekawie polerować - muszę to wykorzystać przy jakimś "aluminiowym" samolocie) Tamiya PS-41, a następnie kamuflażem - Vallejo i Pactra. Potem zdrapałem znacznie delikatniejsze powłoki kamuflażu (dosłownie wykałaczką), aby uzyskać ślady przetarć i zadrapań. Na fotografiach francuskich Hawków widać złuszczenia farby przede wszystkim na nitach, myślę, że na Tajlandzkich było podobnie. Samoloty nie były przemalowywane, tylko na H-75 nie zmieniono znaków rozpoznawczych po przejściu Tajlandii na japońską stronę, co zapewne po latach użytkowania w tropikalnym klimacie musiało skończyć się znacznymi uszkodzeniami powłoki. Na przetarcia bardziej nadają się znacznie miększe Vallejo niż Pactry. Niestety bardzo grube kalki Academy trudno układają się na modelu, na niewiele się zdają nawet najsilniejsze zmiękczacze. Całość modelu została polakierowana bezbarwnym matem Vallejo i ponownie przetarta. 

Modele H-75 H, N, O oparte na wypraskach Academy, chociaż pozornie poprawne, nie mają "szansy na sukces" w konkursach, a to głównie z powodu poważnych błędów w geometrii, no, chyba że ktoś się poważnie napracuje, ale będzie to przypominało przeróbkę Syrenki na Porsche. Model jednak warto posiadać. Gwiazdy potrzebują statystów.

 Jacek Kula