IS-2, który mierzył w moje okno

IS-2, który mierzył w moje okno
Zvezda 1:35  


Mieszkałem wtedy w Dębicy. Latem 1968 r. (na fotografii widać, przy czołgu wjeżdżającym na górkę, ucznia ze szkolną torbą - więc był to wrzesień) siedziałem na parapecie okna w moim pokoju i z zaskoczeniem patrzyłem z odległości kilku metrów na wielki, toczący się z łoskotem gąsienic, ryczący silnikiem, cuchnący ropą i spalinami czołg. Mimo, że miałem wtedy tylko pięć lat, zapamiętałem wrażenia wręcz organoleptyczne, tak jakby to było wczoraj (widać szok był duży). Pamiętam nawet oryginalną, bardzo wypłowiałą barwę pokrywającą kadłub i wieżę, a także mocno osmolony tył i wierzch kadłuba nad silnikiem. Jeszcze tego dnia poszedłem za rączkę z szanownym Tatą, jeszcze bardziej ode mnie zainteresowanym, by obejrzeć czołg, który stał na górce w Ogródku Jordanowskim przy ul.Kościuszki. Krzątało się tam wielu ciekawskich, takich jak my.

Od razu zauważyłem, że wieża i działo skierowane jest w stronę mojego domu. Kilka lat później przenieśliśmy się pod inny adres, z dala od tej lufy. 

Z tej właśnie górki zjeżdżałem na sankach przed pojawieniem się czołgu i po, a także zjeżdżały moje dzieci. I tak było przez 37 lat. Czołg - piszę "czołg" bo o tym, że to IS-2 model 1944 dowiedziałem się znacznie później, chociaż już wtedy, gdy wchodził na ekrany serial "Czterej pancerni i pies" coś mi nie grało z wyglądem "Rudego 102" i tego czołgu. Inne koła, gdzieś nie było włazu w którym pojawiał się Grigorij itd. Nie... to coś zastępczego, ale nie Rudy, mimo że na wieży widniał wielki numer 102. Pełniący początkowo rolę pomnika uświetniającego 25 rocznicę powstania LWP i bitwy pod Lenino IS-2 szybko wrósł w krajobraz miasta. Potem stał sobie spokojnie będąc ciekawostką dla dzieci chyba większą niż inne parkowe atrakcje, trzeba przyznać, że też interesujące np.: miasteczko ruchu drogowego z asfaltowymi uliczkami, mnóstwem znaków drogowych, a nawet działającą na jednym ze skrzyżowań sygnalizacją świetlną (wówczas w mieście nie było jeszcze świateł na prawdziwych skrzyżowaniach). Połowa obywateli Dębicy w moim wieku i młodszych ma w domu jakąś fotografię pod czołgiem, a kto wie, czy nawet nie robiono przed nim zdjęć ślubnych..., ale gdy postanowiono ustawić na Placu Solidarności monumentalny, nieco socrealistyczny pomnik Jana Pawła II, czołg byłby widoczny w tle, więc 1 czerwca 2005 r. przeniesiono go na plac przed Muzeum Regionalnym na zapleczu nowego ratusza i postawiono w doborowym sąsiedztwie m.in.: T-34, PT-76, T-55, TOPAS, BRDM-2, dział, wyrzutni rakietowych, Lima-5,a ostatnio Mi-2 (teren dawnej słynnej jednostki saperów, ale to już inna historia) i... znowu celuje w mój dom (tym razem z towarzystwem).

Dopiero teraz postanowiłem zbudować model tego właśnie IS-a oraz w przyszłości odtworzyć, na ile to możliwe, dzieje tego pojazdu. Kluczowy problem, którego jak dotychczas nie udało mi się rozwiązać to numer seryjny. Niestety, na razie nie jest dostępny ani z dokumentów (muzeum nie posiada żadnych danych), ani nie jest widoczny z powodu grubej warstwy farby i rdzy pokrywającej listwę na pancerzu przed wizjerem kierowcy (udało się odczytać jedynie liczby 4 i 7 ze środka numeru, a takiej kombinacji nie ma w żadnym z wojennych wozów). Widać jedynie numer odlany na tyle wieży (2405/2) i oznaczenia technologiczne (cyrylicą) na boku kadłuba. Podobno w tym roku IS ma zostać odnowiony. Jeżeli jakość renowacji będzie tak dobra jak stojącego obok T-34 polskiej produkcji (chemicznie usunięcie starych powłok odsłoniło mnóstwo wybitych sygnatur, a nawet ślady tokarki na lufie), to z pewnością ukaże się też numer. 

W 1945 r. 4 pczc i 5 pczc otrzymały łącznie 71 IS-ów, z czego po wojnie pozostało tylko 26. Pozostałe to straty bojowe i zwroty. Po wojnie trochę podreperowano stan rekonstruując pozostawione i nadające się do naprawy wraki. W końcu lat 40 otrzymano jeszcze pewną ilość IS-ów. Krążąca w różnych źródłach informacja (lub legenda) o tym, że dębicki IS-2 brał udział w walkach na Dalekim Wschodzie sugeruje pochodzenie tego egzemplarza właśnie z tej partii. Ostatni znany przydział tego czołgu to jednostka 31-77 z Łańcuta. Wóz przywieziono pociągiem z Sanoka z poligonu. Stał tam jako tzw. zapas. Czołg został wyładowany na stacji "Dębica Towarowa" w Pustyni i przyjechał samodzielnie na miejsce, jak wtedy sadzono, "wiecznego" postoju. Trasa przejazdu była mocno wydłużona ze względu na to, że pojazd nie mieścił się pod wiaduktami kolejowymi na obecnej ul.Świętosławy i ul. Kościuszki. Musiał zatem objechać praktycznie całą stację kolejową towarową i osobową, aż do przejazdu kolejowego i wrócić ul.Głowackiego (tu właśnie obserwowałem przejazd). Następnie wjechał na górkę w Ogródku Jordanowskim i tam pozostał. Z pojazdu wymontowano wszystko co się dało, unieruchomiono przez przyspawanie kół do gąsienic i zablokowano włazy. Pozostała praktycznie tylko "skorupa". Czołg został pomalowany na oliwkowo z numerem 102 na wieży i napisem RUDY zgodnie z serialową modą. W następnych latach istniały różne wariacje kolorystyczne, zupełnie swobodne i bez związku z realiami. Właściwie zrobiła się z niego wielka żelazna zabawka. Przez jakiś czas przy czołgu znajdowała się metalowa płyta z prostym epitafium. 

Za podstawę do modelu wybrałem zestaw Zvezdy (Italeri). Dokładne oględziny konkurencyjnego modelu Dragona pokazały, że chociaż niewątpliwie jest lepszy, to aby upodobnić go trochę do dębickiego IS-a, trzeba by było w nim dużo popsuć i od nowa wykonać. Zvezda była dużo tańsza. Lista zmian jest bardzo długa, ale dotyczy drobiazgów

W Polsce zachowało się podobno 6 takich czołgów. Uważam, że jest ich co najmniej 9. Oglądałem kilka dokładnie. Nie ma dwóch identycznych pojazdów. Widać tolerancje produkcyjne były "umowne". Na jednym czołgu spaw pomiędzy sekcją przedziału bojowego silnikowego praktycznie jest niewidoczny, a na innym może mieć nawet 10 cm szerokości. Różnice są zauważalne w wielu drobiazgach - choćby kształty odlewów dużych zawiasów na tylnym pancerzu, indywidualne dla każdego egzemplarza usytuowanie haków do unoszenia wieży i konstrukcja błotników, przynajmniej trzy wersje wieżyczek dowódcy itd. W modelu trzeba było najpierw poprawić "fabryczne" błędy. Najbardziej rażące to: nieprawidłowe, za niskie położenie wizjera kierowcy, zbyt głębokie osadzenie pancernej osłony jarzma działa, rozwijalna, a nie lekko sferyczna krzywizna pancerza jarzma, zbyt krótka osada lufy w osłonie, zbyt wysoko położony nieruchomy km kierowcy, nieprawidłowy kształt otworów w hamulcu odrzutu na końcu lufy, wystające na zewnątrz osłony otworów strzelniczych na bokach wieży, brak małego włazu pomiędzy 2 i 3 kołem z lewej strony kadłuba, pionowe ułożenie wszystkich odbojników wahaczy. Potem przyszła pora na upodobnienie modelu do dębickiego IS-a i waloryzację.

Najważniejsze zmiany to: w modelu - typ wieżyczki jest ośmiokątny z płaskimi powierzchniami powyżej szczelin obserwacyjnych, w czołgu - powinna być wersja zaokrąglona; w modelu - blaszana osłona jarzma działa jest jednoczęściowa, w czołgu powinna być dzielona na sprężynującym zawiasie; przód kadłuba modelu to wersja z odlewanym w całości pancerzem - w czołgu jest spawana z części odlewanych i łączonych na zakładkę; w modelu - siatki na wlocie powietrza do silnika są dzielone na cztery części, w czołgu na osiem oraz widoczna jest wewnętrzna płyta równoległa do głównego pancerza, są też mocno pogięte; w modelu - tył kadłuba to płaska płyta, w czołgu - z niskim uskokiem i listwą odprowadzającą wodę oraz innym typem zawiasów; w modelu - błotniki przednie o dużym promieniu ugięcia i bez usztywnienia na krawędziach, w pojeździe - bardziej załamane, usztywnione, dwudzielne i przykręcone na trzy śruby od przodu i jedną od strony kadłuba. Dębicki IS-2 nie na żadnych śladów na wieżyczce obserwacyjnej dowódcy po mocowaniu podstawy nkm-u. Poza tym brakuje dużej ilości drobiazgów, lampek, kabli prowadzonych po pancerzu w rurkach, uchwytów, usztywnień, małych zawiasów, uchwytów podtrzymujących ogniwa gąsienic itd., a niektóre wymagają niewielkich korekt. Poprawy wymagają także uproszczenia dolnej części jarzma działa (nieprawidłowy profil odlewu i brak listwy z ogranicznikiem ruchu lufy do dołu), osady km-u (bez żeberek) i peryskopów oraz gąsienice. Jeszcze "superdrobiazgi" np. w modelu haki na wieży mają końcówki zaokrąglonych prostokątów, a w czołgu są ostrołukowe. Tak wiec lista zapowiadała długą "zabawę" z modelem.

Dębicki IS jest mocno zdekompletowany i w takiej formie wyglądałby przygnębiająco. Postanowiłem odtworzyć go tak jak mógł wyglądać będąc w czynnej służbie w latach 50-tych. Wiele szczegółów (lewe zapasowe ogniwo gąsienicy niesymetrycznie położone niżej niż zestaw środkowy i prawe, pod tym samym kątem przeprowadzona rurka z kablem do lampy, dospawany płaskownik (jest na nim naniesiona jakaś skala) pod drugim hakiem na wieży nieco krótszy niż na innych czołgach, identyczne zakończenie błotników, na fotografii jest wprawdzie blacha łącząca błotniki, ale ten element łatwo ulegał uszkodzeniu i mógł zostać łatwo usunięty - był przykręcany do wsporników błotników) sugeruje, że w książce "Wozy bojowe LWP 1943-1983" - Janusza Magnuskiego na fot. ze str.147 widać właśnie tego IS-a (prawdopodobnie z nr 054). Mogę się jednak mylić.

Wykonanie modelu.

Większość opisanych powyżej zmian nie wymagała niestandardowych czynności. Pilnik, nożyk, papier ścierny itd. Nowością dla mnie był drobiazg, ale ważny - odlane na wieży i kadłubie numery. W końcu to cechy indywidualne tego właśnie IS-a. Eksperymentowałem z dwoma sposobami. Pierwszy to wyciśnięcie w wilgotnej glince terakotowej numeru w lustrzanym odbiciu, wypełnienie tak powstałej matrycy żywicą (użyłem Poxipolu) i przyklejenie tego we właściwym miejscu. Do wykonania matrycy nie nadaje się plastelina gdyż wchodzi w reakcję z żywicą. Drugi sposób jest prymitywny, ale daje lepsza kontrolę. Po prostu utworzyłem "nadlewkę" ze zwykłej szpachlówki akrylowej, a następnie wyciąłem napisy i usunąłem tło. Dla większej elastyczności masy, do szpachlówki dodałem nieco (kilka kropel) białej farby akrylowej. Następnie utwardziłem powierzchnię klejem CA. 

Do modelu dołączone są cztery peryskopy. Instrukcja nie przewiduje użycia tych części. Można jednak otworzyć właz w wieżyczce dowódcy. Jedna połowa zawiera wbudowany peryskop. Warto go tam wstawić gdyż widoczny jest z efektownej strony. Koniecznie trzeba wykonać obsadę peryskopu i rygle obu połówek włazu. Drugi właz ma zupełnie nieprawidłowy przekrój, a co gorsze również profil krawędzi. Niestety nie poprawiałem tego elementu w całości. Dodałem jedynie zamki na strop i rygle na klapę. Także pancerz stropu wieży wygląda jakby miał ok.60mm grubości. Pocienienie tego miejsca jest trudne i zrezygnowałem z niego. Gąsienice "z pudełka" nie nadają się do użycia. Maja nieprawidłowy profil, są zbyt cienkie i tylko co drugie ogniwo posiada ząb prowadzący. Lepiej o nich zapomnieć, albo jeśli chwilowo nie ma innych, po prostu porządnie zabłocić. Tu widać wielką przewagą modelu Dragona (ale z innym typem użebrowania - patrz fot. tzw. typ ciężki, dębicki IS-2 ma typ lekki). Są też dostępne metalowe ogniwkowe gąsienice do całej serii KW/IS/ISU, niestety w cenie modelu Dragona lub dwóch Zvezdy. Dzięki temu, że koledze zbywały plastikowe ogniwka od modelu Dragona, gdyż w swoim chce założyć metalowe, mój IS-2 stał się "mezaliansem" Zvezdy i Dragona. Ogniwka wymagały jedynie wykonania otworów w zębach prowadzących. Ponieważ odlewy prawdziwych ogniw są bardzo niedokładne, otwory posiadają nieregularne kształty zbliżone do zaokrąglonego trójkąta, a na niektórych ogniwach w ogóle nie występują. Uwiarygodnienia wymagały też dodatkowe zbiorniki paliwa. Wyglądały zbyt świeżo, w związku z czym należało je trochę pogiąć i obspawać różnymi pokrzywionymi i sztukowanymi opaskami, ale tak, aby były widoczne wchodzące pod nie nierówności blachy i bardzo niestaranne spawy.

Osobne zagadnienie to malowanie. W okresie czynnego użytkowania tych czołgów, a także innych pojazdów LWP pochodzenia radzieckiego używano barwy oliwkowej z wyraźnym odcieniem zielonym. Po wojnie polskie pojazdy otrzymały jednolity oliwkowy kolor. Na skutek działania czynników atmosferycznych farba się utleniała, kolor szybko tracił intensywność, jaśniał i matowiał. Wiele przestarzałych pojazdów przez lata stojących w "zapasie" na świeżym powietrzu (tak naprawdę czekających na złomowanie) wyraźnie wyblakło osiągając prawie piaskowy odcień barwy oliwkowej. Istniejące w dębickim muzeum fotografie przedstawiająca wjazd czołgu na górkę w Dębicy (opublikowana w necie: http://polar123.fm.interia.pl/czolgip2.html), wyraźnie pokazuje jasny odcień barwy pancerza oraz mocno zlane ropą i odymione części dodatkowych zbiorników w okolicy silnika. Sugerowany kolor podstawowy H 155 wydaje się zbyt zielony, natomiast Pacta A 30 zbyt ciemna. Spróbowałem własnej mieszanki akryli: żółty i czarny z lekką korektą bardzo rozrzedzonym pomarańczowym, potem mocno rozcieńczone artystyczne oleje nakładane pędzlem tylko tam gdzie trzeba. Tu znowu zadziałała moja natura impresjonisty. Do cieniowania zastosowałem kolory dopełniające np. oliwkową zieleń przyciemniałem w różnych zakamarkach nie czarnym lub ciemnobrunatnym, lecz ultramaryną, a rozjaśniałem żółto-cytrynowym. Transparentny granatowy świetnie imituje tłuste plamy np. do ropy, żółty - miejscowe zazielenienie oliwkowego, a mieszanka sieny i pomarańczowego - rude zacieki rdzy. Te dodatki powodowały efekty podobne do cieniowania pastelami nie matowiąc powierzchni. Tam gdzie chciałem mat to wybraną sekcję zacierałem matowym ModelMasterem. Moim zdaniem najbardziej prawdopodobny kolor posiada IS-2 ze zbiorów WSOWP w Poznaniu.

Dzisiaj, kiedy patrzę na model od przodu, czuję jakby "dejavu". On znowu mierzy we mnie, przypominając, że dębicki IS- 2 czeka na pełne odkrycie jego historii.

Jacek Kula