Izraelski Sherman

Izraelski "Sherman"  
Skala 1:35    Italeri + Verlinden


Odrodzenie państwa żydowskiego po II wojnie św. jest niewątpliwie procesem nie mającym precedensu w historii najnowszej. Podobnie fenomenem jest budowa, rozbudowa a także wybitne sukcesy bojowe sil zbrojnych tego wskrzeszonego państwa izraelskiego. Bez wątpienia poważny udział w budowie kadr oficerskich tej armii odegrali ochotnicy-Żydzi z wielu demobilizowanych po zakończeniu wojny armii zwycięskich. Bardzo poważną liczbę ich stanowili oficerowie pochodzenia żydowskiego służący przed wojną w armii polskiej. 

Wielu z nich nie czekając na oficjalne powstanie państwa żydowskiego już w 1943 roku "ubyło" ze stanu Armii Polskiej, która po gehennie pobytu w ZSRR uzupełniała siły w brytyjskiej wówczas Palestynie. To oni w kilka lat później staną na czele tworzących się jednostek nowej armii izraelskiej. Jak twierdzą niektórzy, późniejsze spektakularne sukcesy armii izraelskiej w kolejnych wojnach z Arabami w znacznej mierze należy przypisać zdolnościom oficerów wywodzących się z przedwrześniowej armii polskiej.

Pozyskiwanie sprzętu bojowego dla nowo powstającej armii to materiał na kilka filmów sensacyjno - szpiegowskich. Pierwsze samoloty, armaty, broń strzelecka czy czołgi pojawiały się w Izraelu w najdziwniejszy sposób. Zakupy części, fałszywe kontrakty dla armii egzotycznych trafiające cudem na Bliski Wschód, kanibalizacja na złomowiskach, lewe zakupy w składnicach demobilu, cudowne ucieczki sprzętu, czy zakupy u nowych "przyjaciół" Izraela. Tak czy owak świadczy to o niezwykłej operatywności odpowiednich służb izraelskich. Poza niezwykle ciekawymi hybrydami - np. M50-51 "Supersherman", zdobycznymi i modernizowanymi T-54-55-64, Kfirem - Miragem od początku lat 50-tych Izrael mógł już dokonywać oficjalnych zakupów sprzętu bojowego. 

Jako jedne z pierwszych wojska pancerne zakupiły sporą ilość jeszcze wojennych (ze składnic w Europie) Shermanów M4A1. Były to pierwsze kompletne czołgi, a nie hybrydy powstające z wielu podzespołów uzyskiwanych w opisany wyżej cudowny sposób. 

I właśnie model takiego czołgu postanowiłem wykonać z poczciwego zestawu Italerki. Było to na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Do dzieła tego zdopingowała mnie okazyjnie nabyta tzw. sucha kalkomania Verlindena do kilku pojazdów izraelskich. Wykonałem w modelu jedynie kilka przeróbek i uzupełnień - a to: hamulec wylotowy, spotykany na tych czołgach jeszcze w czasie wojny, brezentową osłonę jarzma armaty, zmienione elementy czołowe błotników i różne typy kół jezdnych. Najwięcej pracy wymagało wykonanie imitacji chropowatej powierzchni odlewu wieży i kadłuba. Poradziłem sobie metodą dla mnie wówczas eksperymentalną, ale jak się okazało skuteczną. 

Gładziutkie powierzchnie tych części w modelu najpierw przetarłem rozpuszczalnikiem nitro a potem na tak zmatowioną powierzchnie nakładałem gęstą farbę emulsyjna do ścian "tipując" ją szczeciniastym pędzlem w trakcie wysychania. Efekt jest chyba zadowalający. Malowanie wozów izraelskich w tamtym czasie stanowiło nieprzenikniona zagadkę. Nie pomogło nawet pismo do dyrekcji Muzeum Pancernego w Latrum. 

Odpowiedzieli, że to obszar objęty tajemnicą wojskową! 

Pomalowałem więc, jak uznałem za stosowne - mieszanką farb jasnozielonych, brązów i szarości. A wyszło jak wyszło. Jeśli porównuję ten kolor z dostępnymi dzisiaj zdjęciami, to widzę, że nie pomyliłem się w jakiś katastrofalny sposób. Kalkomanie Verlindena przedstawiają pojazd z ? brygady pancernej z okresu walk na Synaju z 1956 roku.

Potem spotkałem również inne malowanie tego egzemplarza - "12" była na boku kadłuba a przez środek wieży przebiegał biały szeroki pas. Które jest poprawne - tylko Jahwe wie! 

Temat izraelskiej broni pancernej poruszę jeszcze raz, a tym razem daję do "oglądu" tą ciekawostkę techniczną i historyczną. 

Jacek Paluch