Pengie V

P-47 M "Pengie V"
kpt. Bolesław Gładych - 61FS, 56FG, 8AF, USAF maj 1945r
Skala 1/48    Monogram


 Zdopingowany przez Jacka Calińskiego jego artykułem o Thuderbolcie kpt. Gładycha, postanowiłem dopisać ciąg dalszy modelarskiej historii tego kolejnego (obok Łanowskiego i Gabreskiego), polskiego pilota w 61-szym dywizjonie USAF. Wcześniejszy-P-47D wykonał i zaprezentował już kol. Jacek. 

Kolejny (z końca wojny) samolot Bolesława Gładycha to P-47M "Pengie V". Model jest "autorstwa" Monogramu i jak to z Monogramem bywa zgodność wymiarowa modelu jest prawie stuprocentowa. Detale silnika, kabiny, wnęk podwozia, odlewane jako duże całości, przy odpowiednim pomalowaniu wyglądają całkiem przyzwoicie! Mnie zawsze podobała się specyficzna, zewnętrzna faktura modeli Monogramu. To wprawdzie linie wypukłe, ale niezwykle delikatne. Monogram ładnie różnicuje też różne panele, nity płaskie, wypukłe i śruby. Jedynym poważniejszym błędem tego zestawu jest zbyt szeroki otwór czołowy osłony silnika. Model wykonałem właściwie "z pudełka" wymieniając, przerabiając lub dorabiając jedynie kilka elementów. Śmigło Curtiss późnego typu wykonałem prawie od podstaw przerabiając firmowego Hamiltona. Łopaty ciąłem, wklejając cienkie paski polistyrenu i obrabiałem do właściwego kształtu. I tu niemiła niespodzianka! Po mniej więcej 2 latach od ukończenia modelu, zapewne pod wpływem ciepłego wnętrza zasuwanej półeczki, łopaty śmigła przyjęły kształt kos skierowanych czubkami w stronę kabiny. Cóż było robić? Delikatnie oderwałem całą osłonę silnika, urwałem wał śmigła i używając rozgrzanej suszarki do włosów, dociskając wszystkie łopaty w głąb otworu szklanki do herbaty, wyprostowałem je do normalnego stanu. Wyśledziłem też przyczynę tych odkształceń. Wklejane grubsze paski polistyrenu po pewnym czasie schnąc ostatecznie, zaczynają "ściągać" cieńsze powodując wyginanie całości. Rada jest jedna - nie używać jednego paska o długości np 5 cm a podzielić go na 5 odcinków po 1cm. Powstanie wówczas kilka przestrzeni na niewidoczne i minimalne "ruchy" tworzywa. 

Kolejnym przerabianym elementem była osłona silnika. W jej przód wkleiłem cienki pasek tworzywa zmniejszający średnicę wlotu powietrza. Monogram na wszystkich osłonach silników wykonuje zamiast pierwszej linii łączenia blach przedziwny "schodek". Należy go zeszlifować i przeryć w tym miejscu linie opasującą dookoła osłonę (rylec na wysokość linii i obrót osłoną wokół niego). Dorobienie przedstatecznikowej płetwy charakterystycznej dla wersji M nie stanowiło większego problemu i po odpowiednim połączeniu ze statecznikiem wygląda ona lepiej niż w modelu Hasegawy. Elementami, które wymieniłem są koła (ze "szprychami") i bomby - części z modelu Academy. Nadszedł czas na malowanie.

Użyłem: Zinc Chromate, Red i French Blue Humbrola, Silver, Steel i Aluminium Revella oraz Chrome Silver Model Mastera. Powierzchnie dolne pokryłem różnymi alu-silwerami co dało ciekawe zróżnicowanie odcieni blach duralowych. Po tych łatwych pacykowaniach nadszedł czas na legendarny już i tajemniczy kolor główny! Co do użytych farb i ich proporcji na orginalnych maszynach 61 dyw. nic konkretnego nadal nie wiadomo! Modelarze toczą w tej sprawie "świętą wojnę" już od kilkudziesięciu lat. Końca jej nie widać. Występują zasadniczo cztery interpretacje kolorystyczne - czarny, granatowy, fioletowy, ciemnoniebieski. Sami piloci 61 dyw. różnią się między sobą poważnie, nie potrafią też podać, jakich farb użyto do pomalowania tych kilku Thunderboltów. Farby mogły być amerykańskie lub brytyjskie. Prawdę znali zapewne mechanicy, którzy te samoloty malowali, ale zanim powymierali, nikt ich o to nie raczył zapytać. Tajemnice zabrali wiec ze sobą na tamten świat! Ale jakoś trzeba wymalować ten model. W znanym mi światku modelarskim panuje dość zgodna opinia, że może to być kolor definiowany szeroko jako "śliwkowy", a więc ciemnoniebieski z czerwonawym odcieniem.

Taką barwę sugeruje też "żywa encyklopedia lotnicza", pan Jan Hoffman z MLP w Krakowie. Sądeccy modelarze przez bliskość ze sławnym Łąckiem - stolicą produkcji tej co "daje krzepę, krasi lica - nasza łącka śliwowica" - zdecydowanie mówią ŚLIWKOWY! Ale i to nie jest jednoznaczne. Pytany bowiem (przy miłej konsumpcji) o kolor śliwki, znajomy wytwórca mówi - "śliwa bedzie cyrwono, łomsało i siwo". I bądź tu mądry! Ja postanowiłem zastosować granat z lekką domieszką szarego i czerwonego a więc wersję "siwom". I będę się upierał, że tak ma być - niech mi ktoś udowodni, że nie!

Kalkomanie pochodziły z zestawu Techmodu. To produkty bardzo ładne, ale łamliwe. Nakładają się dobrze na powierzchnie górne, ale z metalikami jest problem. Ja zawsze pod kalki lekko smaruję gumą arabską (lepsza przyczepność), a także używam obficie Solów i Setów. Zawsze też wycinam powierzchnie przeźroczyste w kalkach, aby wyeliminować zjawisko błyszczenia i żółknięcia. Tak też działałem z późnym Thunderboltem Gładycha, przyklejając odróżniające go od poprzedniego samolotu: niebieskie "Pengie V", pełną liczbę zestrzeleń i czarne litery MV-M na spodzie prawego skrzydła. Na zakończenie jeszcze antena z pończochy, jeszcze biały bezpiecznik do niej, lekkie prześwity bazowego duraluminium i obdarcia farby, jeszcze okopcenia z rur i działek, jeszcze pastele, kurz i ... KONIEC !