RWD-8

RWD-8
samolocik, który wychował polskich asów lotniczych! 
Skala 1/48, Spójnia. 


W odrodzonej po 1918 roku Ojczyźnie, polskie lotnictwo wojskowe stoczyło kilka zwycięskich batalii w dziele kształtowania i obrony granic młodziutkiego państwa. Używało w nich najróżniejszego sprzętu lotniczego pochodzącego niemalże ze wszystkich krajów ówczesnej Europy. Tak było z samolotami bojowymi, jak też ze szkolno-treningowymi. Stan ten utrzymywał się do wczesnych lat trzydziestych. Wtedy to młode polskie wytwórnie lotnicze i silnikowe, podjęły produkcje pierwszych całkowicie rodzimych konstrukcji. I to od razu udanych! Najbardziej znanymi z nich - oprócz myśliwskich i bombowych PZL-ek, były szkolne PWS-26 i RWD-8. I to temu ostatniemu samolocikowi chcę poświęcić nieco historycznej i modelarskiej uwagi. 

Z pozoru dziwaczny (głównie ze względu na kształt skrzydeł), RWD 8 okazał się samolotem niezwykle udanym. Wyprodukowany w imponującej ilości ok.600 egzemplarzy stał się najliczniej produkowanym samolotem polskim. Licencję na jego produkcję zakupiła Estonia, Jugosławia i Czechosłowacja (gdzie produkcji jednak nie podjęto), a eksportowany był do kilku krajów środkowej i południowej Europy. W tamtym czasie Polska przez przemyślaną politykę eksportowo - licencyjną próbowała rozbudować przyjazne, czy wręcz sojusznicze stosunki z krajami tej części Europy. Z efektem dość mizernym jak pokazał przebieg II wojny św. - nie z ducha swego, a z bata niemieckiego. Ale też prawdą jest, że nigdy nie doszło między nami do otwartego konfliktu (pomijając Słowację). Terytoria tych zaprzyjaźnionych krajów były wielokrotnie azylem i swobodną droga w ekskursjach "do Sikorskiego" - patrz losy por. Calińskiego - pióra mojego wspaniałego kolegi - Jacka Calińskiego. A tam nasze samoloty były dobrze znane. Mało tego - znane i używane bojowo.

I to przeciwko komu - zgroza ! Używały ich te kraje nawet po zakończeniu wojny. Kilka egzemplarzy trafiło nawet na Bliski Wschód, by tam służyć zarówno Palestyńczykom jak i Żydom w ich wzajemnych zmaganiach o swoje odrębne, a wzajemnie się wykluczające byty państwowe! 

W polskim lotnictwie wojskowym samolot w pełni zasłużył na miano wychowawcy asów, bowiem od 1935 roku stał się maszyną szkolną, poprzedzająca w cyklu szkoleniowym przejście na loty na prawdziwych myśliwcach PZL. W wojsku latano głownie na samolotach produkowanych w zakładach PWS, stąd określano je RWD-8pws. Niemniej zasłużone dla szkolenia lotniczego Aerokluby używały nieco uboższej, ale lepszej wersji z zakładów DWL, stąd ich oznaczenie RWD-8dwl. Tak czy owak, na cywilnych i wojskowych "erwudziakach" wychowało się kilka roczników świetnych pilotów, którzy swoją klasę pokazali na niemal wszystkich lotniczych teatrach II wojny św.

Model RWD-8 (wraz z Lublinem R-XIII) pojawił jeszcze w latach osiemdziesiątych wywołując ogromna sensację z dwóch powodów.

Po pierwsze był "politycznie" niestosowny bo, prezentował i o zgrozo propagował myśl techniczną "burżuazyjno-faszystowskiej" Polski przedwojennej. A fee! - mruczeli wojskowi i cywilni propagandyści. Bo dlaczego nie słynne Jaki czy Iły, które kosiły (he!-he!-he!) wręcz całymi stadami faszystowskie foki i messery? Tak przecież ładnie ujmowała to bojowa piosenka w wersie "Nasze Jaki tłuką foki, obijają fokom boki!" A tu taki sanacyjny pokraczny wypierdek - zgroza! Po drugie pokazał, że nawet w siermiężnej komunistycznej rzeczywistości można wyprodukować całkiem przyzwoity model i to w dużej skali - tu byliśmy chyba ewenementem w "braterskim obozie państw socjalistycznych". Dopiero potem ruszyli bracia Czechosłowacy z poprawnymi politycznie (jakżeby inaczej) radzieckimi "rurami". Model produkowała oczywiście państwowa spółdzielnia "Spójnia". Warto o tym przypomnieć młodym modelarzom, którzy nadal kupują te modele w wydaniu Mirage'a, Aeroplasta i Bóg wie tam kogo. Ten archaiczny rodowód dotyczy też modelu czołgu 7 TP i pokrewnych.

A jaki jest ten model? Jak napisałem - poprawny. Ja jak zwykle tylko trochę go doprawiłem po swojemu. Ale gdyby popracować nad nim dogłębnie, wyposażyć dodatkowo, wzbogacić blachami, to i owo wymienić i przerobić, to mógłby to być na pewno model konkursowy.

Zasadniczą wadą od początku produkcji jest przebrzydle wklęśnięcie idące wzdłuż płatów, a więc w poprzek żeber - bardzo trudne do poprawienia. A poza tym wszystko jest za mięsiste i toporne. Jak piszę, specjalnie nie cudowałem i zrobiłem go w jakim takim standardzie. Trochę wzbogaciłem (zbudowałem od podstaw) kratownice widoczne w obrębie kabin, zmieniłem fotele, przerobiłem deski przyrządów, amortyzatory i zastrzały podwozia oraz słupki baldachimu. Dodałem wykonane samodzielnie z blaszek dźwignie powierzchni sterowych, wykonałem od podstaw resor i płozę ogonowa.

No i oczywiście rajstopki żony na linki. Model pomalowałem na srebrno, jak niektóre egzemplarze wojskowe. Broń boże aluminium, bo go tam prawie nie było z wyjątkiem drobnych elementów i fragmentów osłony silnika, wespół z blacha stalową. Kalki pochodzą z jednej z licznych wersji Mirage'a, chociaż sam model jest pięknym zabytkiem "socjalistycznego przemysłu zabawkarskiego". I nawet w Radomiu ten modelik się nieoczekiwanie spodobał, zajmując ku mojemu zaskoczeniu 4 miejsce w swej klasie (X Ogólnopolski Konkurs Modeli Kartonowych i Plastikowych). A gdyby tak jeszcze nad nim popracować to może..., może... Ale wróćmy lepiej na twardą ziemię, odłóżmy modelik na półeczkę i pożegnajmy znudzonych moją paplaniną internetowych Kolegów.

Pozdrowienia dla wszystkich sklejaczy od Jacka!