Szkolny "Fulcrum"

MiG- 29 UB - 1:48 Academy



Kilka lat temu po długim okresie „leżakowania” na tapetę wziąłem polskiego MiGa 29 w wersji „ucziebno-bojewyj”. O wspaniałych 29-tkach Great Wall Hobby nawet w Chinach jeszcze wówczas nie myślano. A więc do wyboru był wówczas jedyny (pomijając Monograma) dostępny model Academy. Nigdy nie byłem entuzjastą nowych wzorów malowań szaro-szarych oraz wersji szkolnych. Ale gdy zobaczyłem w całej okazałości nowy wówczas eksponat Muzeum Lotnictwa w Krakowie postanowiłem zabrać się za ten model. W Krakowie widziałem wprawdzie ex-niemiecką wersję jednoosobową ale zrobił na mnie tak duże wrażenie, że postanowiłem działać.

Zawsze jeszcze zdążę przecież zrobić ulubioną przeze mnie wersję kolorystyczną 29-tki w malowaniu ex-czeskim. Model z pozoru ładny, z niezłymi liniami i detalami zachęcał do budowy – jak sądziłem wówczas bezproblemowej - wprost z pudełka. Ale jakiś diabeł podpowiedział aby porównać go do dostępnych planów wśród których najbardziej wiarygodnymi wydały mi się te z wydawnictwa czeskiego 4+.I wówczas szczęka mi opadła w obliczu bezmiaru błędów modelu! Ale się zawziąłem i postanowiłem poprawiać, korygować i dorabiać. Tym sposobem skazałem się na blisko dwuletnią walkę z szarym, nieprzyjaznym tworzywem. Z dostrzeżonych pierwotnie błędów wyszło że niewłaściwy jest nos, kształt wlotów powietrza, obrys skrzydeł, stateczników pionowych, sterów wysokości. A wiec wszystko co główne. A potem doszły drobiazgi, których nawet nie wymienię bo zajęło by to zbyt dużo miejsca. Jako kuriozum trzeba zaznaczyć w tym miejscu, że nie użyłem żadnych blaszek a wszystkie doróbki i przeróbki wykonałem z materiałów własnych i wg. własnych pomysłów. A było co robić ! Przeróbki omówię idąc od dziobu jak to mam w zwyczaju publicystycznym. A więc do dzieła ! Rurka Pitota wymieniona na igłę z dorobionymi mozolnie z blaszek płetwami bocznymi. Cały dziób a właściwie dzióbek aż do stacji termonamiernika został generalnie obrobiony, poprawione linie i skorygowane pochylenie. Ogromnej pracy wręcz zegarmistrzowskiej wymagało korygowanie kształtu stacji termonamiernika i położonego tuż za nim wiatrochronu kabiny. Od podstaw dorobiłem boczną sondę powietrza przed kabiną na prawej burcie. Cały segment wylotu działka i jego żaluzji wyciąłem i wstawiłem odlany samodzielnie z wersji jednomiejscowej jako znacznie lepszy. Podobnie przerobiłem wydłużone żaluzje przed górnymi wlotami powietrza, choć przyznam, że części łączenia nie dopracowałem. Kabina to odrębny rozdział. Została wykonana z elementów modelu, papierowych odbitek zegarów, kalkomanii i odlanych z blaszek elementów żywicznych deski zegarów, paneli bocznych i innych drobnych elementów. Pasy są papierowe z drucianymi klamerkami. Samodzielnie dorobiłem zasłonkę kabiny ucznia do lotów bez widoczności. W sumie jak ktoś tam wnikliwie zaglądał nie bardzo wierzył, że to prawie w całości samoróbka. Ale namęczyłem się setnie ! Aby zakończyć kabinę dodam, że już w fazie malowania sporo kłopotów sprawiło mi ukazanie różowego kitu wokół ram kabiny. Po wielu zmiennych koncepcjach wykonałem je z pierwszowojennej „łososiowej” kalkomanii do lozengowego malowania Fokkera D-VII. Główna bryła kadłuba jak i skrzydła wymagały tylko niewielkich korekt kształtu (głownie skrzydła) i linii. Doszły tam oczywiście anteny, czujniki i panele charakterystyczne dla wersji NATO-wskiej. Ogromnego wkładu pracy wymagały wloty i całe kanały silników. Właściwie powstały od nowa poprzez cięcie wstawianie i szlifowanie. Te z zestawu maja niewłaściwe średnice, błędne szerokości i wysokości oraz kąty skosu prostokątnych wlotów. Masa roboty ale efekt jest niezły. Stateczniki płytowe całkowicie błędne co do wszystkich skosów i linii powstały niejako od nowa z „surówki” z modelu. Wykonałem też zbliżone do oryginału gniazda ich mocowania i obrotu. Poprawione zostały zupełnie nieodpowiednie belki mocowania stateczników pionowych. Największym wyzwaniem była całkowita przebudowa tychże stateczników . Zostały przecięte na krzyż i metodą wklejania pasków polistyrenu i piłowania naddatków, upodobnione do realu i powtórnie sklejone. Pochylona płetwa przednia stateczników całkowicie dorobiona. Oczywiści jeszcze szpachla i powtórne rycie linii. Te prace obok kabiny i kanałów wlotowych zajęły najwięcej czasu i mocno osłabiły i tak już nadwątlony system nerwowy wykonawcy. A skomplikowane antenki mieczowe na prawym stateczniku to już w ogóle masakra ! Podwozie właściwie bez większych prac z wyjątkiem skrócenia goleni głównych tak aby model ładnie „siadł na dupie” jak w oryginale. Trochę żałuję, że nie zakupiłem żywicznych dysz silnika bo te z modelu wyglądają jak wyrąbane siekierą. Belki i pylony podwieszeń to żywiczne samoróbki na kanwie tychże z modelu Su-27, znacznie lepszych. Rakiety szkolne to własna produkcja. Malowanie było w miarę przyjemne choć dobranie kolorów poprzedziły studia naoczne przy oryginale w Krakowie i godziny spędzone na różnych internetowych stronach zdjęciowych. Farbki to tradycyjne u mnie emalie Model Master. Kalki z kilku zestaw nieco poprawione. A problem największy był z napisami eksploatacyjnymi i symbolami ostrzegawczymi. Ale jakoś poszło. Kiedy model był już ukończony ukazały się zdjęcia tego właśnie samolotu z nr 15 w przepięknym malowaniu „kościuszkowskim”. Jako, że zbliżał się konkurs już nie zdążyłem nic domalować. Miało to nastąpić później. Ale do dziś nie nastąpiło. A dlaczego? A dlatego, że wszystkie dostępne kalkomanie nie dadzą się nałożyć bez ich kawałkowania, ciecia i sztukowania. Skomplikowane krzywizny centralnej części kadłuba przerosły projektantów znanych mi zestawów. Najśmieszniej wygląda to jak próbują przedstawić centralny element z pasami gwiazdami i kosami jako koło !!! A tu nawet elipsa i jej mutacje się nie nadają. Może kiedyś coś będę z tym kombinował ale jak na razie 15-tka wygląda tak jak dzień przed pracą malarzy, jak wiadomo znanych grafików i publicystów lotniczych. A może to nawet ten dzień malowania. Samolot w hangarze, szablony wycięte, farby i pędzle gotowe, drabinka przystawiona ale jeszcze piją poranną kawkę i spoglądają na obiekt ich działań malarskich. I niech na razie pozostanie wizja takiej właśnie scenki. A kolejnego dwudziestegodziewiątego zrobię już chyba z GWH, jeśli oczywiście otrzymam jakąś premię lub inny zastrzyk poważnej gotóweczki, bo jak słyszę mocno poważnie to cudo kosztuje. 
Jacek Paluch