Pommernstellung

Wędrówki po smutnych resztkach "pommernstellung" zwanej też wałem pomorskim


Wybierając się na spóźniony jesienny urlop nad nasze kochane polskie morze, mogłem się właściwie spodziewać, jak ten urlop spędzę. I nie pomyliłem się! Z dziesięciu dni urlopowych trzy były słoneczne, reszta to sztormy, wichry i ołowiane chmury. Z mocno smętnego o tej porze Sarbinowa w te dni pochmurne objechałem całą okolicę.

Zaliczyłem oczywiście chwalebny Kołobrzeg z jego pompatyczną latarnią morską uwieczniająca krwawe braterstwo broni jego zdobywców (zdj.1) i dawne sojusznicze lotnisko w Bagiczu, gdzie w czeluści schronohangaru pokazałem zaocznie czerwonym braciom jakże im znany "skurcz mięśni Kozakiewicza" (zdj.2). Jadąc w ten rejon Polski proroczo zabrałem dwie pozycje książkowe o tzw. "Wale Pomorskim" - fundamentalną: Miniewicz - Perzyk "Wał Pomorski", i bardzo dobrego skrótowca - "Fortyfikacje w Polsce". Po ich przeglądnięciu okazało się, że w promieniu niecałych stu kilometrów powinienem napotkać wiele obiektów tego pasa umocnień. 

Zdecydowałem się na wycieczkę na tzw. pozycję szczeciniecką i pas Biały Bór (Baldenburg) - Sepólno Wlk.(Gross Karzenburg). Podjechałem przez Koszalin (Koslin) i Bobolice (Bublitz) w rejon Sępólna i zagłębiłem się w las, ale potężna ulewa szybko mnie stamtąd przepłoszyła. Efekty tej zwiadowczej wyprawy były mizerne, a ocena towarzyszki Małżonki jednoznaczna. Kiedy bowiem zobaczyła mnie wyłaniającego się z lasu, totalnie mokrego i ubłoconego po kolana, wykonała kilka intensywnych gestów przypominających palcowy masaż centrum jej szanownego czoła!

Zaklinając pogodę, ruszyłem w kierunku Białego Boru - to niedaleko! Postanowiłem też pozostawić towarzyszkę-markietankę Małżonkę w centrum tej miejscowości, aby sobie niby ją zwiedziła. He, he! A ja błyskawicznie do sklepu w centrum i zaciągam języka. Bardzo miła pani kierowniczka wie dużo. A! Chodzi Panu o bunkry - my to nazywamy leśną ścieżką rekreacyjną. Proszę Pana - w lewo, w dół nad brzeg jeziora i w lasek - tam są te bunkry. W mieście też są, ale u ludzi w ogródkach - tam Pana nie wpuszczą. Jasne! Ale niech Pan zaglądnie na skrzyżowanie - tam jest bunkier "ubrany" w dom i tam mieszkają ludzie. Pokazuję jej rysunek w książce Miniewicza-Perzyka (zdj.4). Pani jest mocno zdziwiona - nie wiedziałam, że jesteśmy w książkach! Całuję raczki i pędzę na "ścieżkę rekreacyjną". Po drodze mijam i robię zdjęcie temu zamaskowanemu bunkrowi. Stoi w rozwidleniu dróg Szczecinek (Neustettin) - Bobolice - świetny ostrzał z dwóch strzelnic w kierunku wschodnim. Oczywiście bunkier to parter dużej kamienicy, a strzelnice to zamurowane jaśniejsze niby-okna (zdj.3) Tak było jeszcze przed wojną i tak jest dzisiaj, ale kamienica przebudowana. Jest to na pewno fortyfikacyjny rarytas ze względu na konstrukcję, ale też stan zachowania! Tylko kto z niewtajemniczonych go rozpozna?

"Ścieżka rekreacyjna" biegnie obniżeniem wyraźnej skarpy - jak ustalam później - oczywiście skarpy przeciwpancernej. Po jej prawej stronie rozciąga się przeszkoda wodna - "kiszkowato" pozwężane jezioro Łobez. Po ok. 100 metrach ścieżki napotykam pierwszy z grupy trzech sąsiednich schronów (zdj.5). Ładnie zachowany, brak jedynie pancernej strzelnicy i drzwiczek (zdj.6,7). Jest natomiast zachowana kopuła obserwacyjna. Identyfikuję obiekt jako ciekawy przykład schronu obronnego o potrójnej funkcji - stanowisko ckm. w pancernej strzelnicy (zdj.8) - w kierunku centrum miasteczka, kopuła obserwacyjna dla piechoty lub artylerii (zdj.9) i pomieszczenie dla wypadowej grupy piechoty (zdj.10). Wewnątrz dobrze widoczne napisy informacyjne, zawieszki dla prycz załogi, miejsca na broń ręczną, wnęki na lampy, kominek wejściowy dla obserwatora w kopule i rury wentylacyjne (zdj.11,12,13,14).

Przychodzi kolejna fala deszczu, stąd wykonane zdjęcia są bardzo ciemne i zamglone. Leje coraz mocniej - rezygnuję z dalszej wędrówki. Wg. opisów w lesie powyżej jest taki sam schron, a kawałek dalej schron dwustrzelnicowy, omiatający ogniem obszar od centrum miejscowości aż po północne wybrzeża jeziora. Cała ta miejscowość jest bardzo ciekawa, bo schrony (jest ich 9) znajdują się w większości w zabudowie. Można więc je zobaczyć spacerując uliczkami! W walkach o to miasteczko Rosjanie stracili kilka czołgów, a zajęli je tylko dlatego, że Niemcy opuścili schrony pod osłoną nocy. Być może bunkry dlatego dotrwały do naszych czasów, a nie zostały rozbite ogniem powszechnie tu stosowanych dział ISU 152. I nie zostały też wysadzone po wojnie zapewne dlatego, że mogło to poczynić spore zniszczenia w samym mieście!

Nie wracam do Sępolna, ale wolę przemieścić się na Szczecinek i zobaczyć potężniejsze Panzerwerki. Po dotarciu do tego miasta sprawdzonym sposobem zostawiam małżeńskie tabory w restauracyjce na ryneczku i gazem na północ w kierunku Koszalina. Na stacji benzynowej znów zaciągam języka - tak, tak bunkry są! Proszę za wiaduktem kolejowym skręcić w prawo w boczną drogę i tam na wzgórzu w lesie są te bunkry (tego się domyślałem widząc górujące nad okolicą wzgórze). Ale wszystkie zniszczone ! A pan skąd? Z Nowego Sącza. Byłem - piękne miasto i góry! A macie tam jeszcze taką słynną śliwowicę? Panie kochany - cymes, genialna!!! Potwierdziłem, że mamy (ale nie przy sobie niestety) i oczywiście zaprosiłem! Samochód zostawiam na betonowej zniszczonej drodze i błotnistą dróżką docieram do lasku. Zaraz na wstępie spostrzegam rozwalony Tobruk (zdj.15) - jeden z dwóch broniących niegdyś podejścia do Panzerwerka. Na prawo zdemolowane ruiny dwóch schronów - takiego jak w Białym Borze i stanowiska dla armaty ppanc. Niczego tu nie można rozpoznać. Bezkształtne gruzowiska całkowicie zamazują jakikolwiek obraz tych schronów, pozostają tylko wyobrażenia z rysunków. W lesie mnóstwo transzei i ziemnych stanowisk ogniowych (zdj.16,17). Dzisiaj to płytkie rowki i kuliste zagłębienia zarośnięte i służące za polowe śmietniki (zdj.18,19). A sam Panzerwerk? Jest w centrum wzgórza. A raczej są jego smutne ruiny. Z ziemi wystają pogruchotane resztki ścian (zdj.20,21,22) i połamany strop (zdj.23,24). Grubość tych elementów waha się w granicach 1-1,5 metra! Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że pod ziemią jest jeszcze jedna kondygnacja, zapewne niezniszczona, a jedynie zasypana. Ten Panzerwerk jest bliźniakiem tego, który mam dopiero oglądać i wówczas dopiero okaże się jak mocno były one wkopane w ziemię (lub ziemią obsypane).

Z wystającej z obrysu bunkra "baszty" mieszczącej kopułę pancerną pozostała tylko kolista dziura w ziemi - widać w niej miejsce biesiadowania z ogniskiem i licznymi pojemnikami po napojach biesiadnych (zdj.25). Stopień pogruchotania ruin dowodzi, że eksplozja wysadzająca nie tylko kopułę, ale cały schron musiała być potworna! Na sąsiednim wzgórzu spotykam jakieś dziwne budowle, jakby "garaże" lub ukrycia. Przed nimi boczne wały ziemne (zdj.26). Z tyłu jakby zarysy strzelnicy, czy małego poligonu? Co to jest nie mam pojęcia? Mogą to być obiekty niemieckie lub powojenne - może ktoś zna na to odpowiedź. W pozycjach pisanych dot. Wału nie ma nic na ten temat.

Pora udać się na wschodni wylot z miasta w kierunku Połczyna Zdroju (Bad Polzin). Jadę krótką obwodnicą na wschodnie przedmieścia miasta. Tu pomiędzy zabudową Szczecinka, a miejscowością Trzęsieka (Streitzig) tuż przy drodze i położonym wzdłuż jeziorze Trzęsiecko (Streitzig See), znajduję obiekt, którego szukam. Właściwie nie trzeba go szukać, bo jego potężna bryła jest doskonale widoczna z drogi - jest od niej jakieś 50 metrów, może mniej (zdj.27). Na jego przykładzie widać jak doskonale wkomponowywano schrony w środowisko geograficzne. Schron idealnie blokuje drogę wylotową z miasta na Połczyn (podobnie jak ten zniszczony na Koszalin), tuż za nią jezioro nie do przebycia bez prac inżynieryjno-saperskich, za Panzerwerkiem porośnięte lasem wzniesienia (tam też kilka schronów jedno- i dwustrzelnicowych oraz jeden na armatę p.panc, na lewo teren podmokły, za nim od północy miasta wachlarzowo rozłożone kolejne schrony dochodzące do wzgórza, które opisałem wcześniej i dalej do miejscowości Bugno z drogą na Biały Bór. Oczywiście też wachlarzowo rozłożone transzeje i rów ppanc. Niezła pozycja obronna zbudowana przemyślnie między dwoma jeziorami: Trzęsiecko i Wielimie (Vilm See). To jeden z najsilniejszych odcinków Pommernstelung. Ale i ten mocny punkt oporu nie wytrzymał sowieckiego uderzenia, a właściwie oskrzydlenia i padł po 2 dniach walki. Co ciekawe w walkach w rejonie Szczecinka wzięły udział dwie cudzoziemskie formacje SS: francuska "Charlemagne" i łotewska "Lettland". Tam też pewnie wielu tych Francuzów i Łotyszów padło w transzejach obrony "pozycji szczecinieckiej".

Sam Panzerwerk 991 robi imponujące wrażenie. Jego szaro-czarne cielsko wydaje się ogromne (zdj.28). Ale jest to obraz nieco mylący i w pewnym sensie wirtualny. Schron w latach "świetności" ledwo wystawał nad pagórek i to tylko górną kondygnacją - jest to widoczne na tablicy informacyjnej - po jej prawej stronie (zdj.29). Ze wzniesienia w stronę wschodnią wystawał tylko dzwon kopuły pancernej i dwie strzelnice boczne (zdj. 30,31). Odkryty był jedynie tył budowli z wejściem i trzema strzelnicami otworowymi w tym jedną chroniącą wejście (zdj.32,33). Pytani miejscowi wyjaśniają dlaczego jest on odkopany prawie do podstawy - powód jest prozaiczny - po wojnie dużo budowano, piasek z obsypki bunkra oraz z jego pobliża wybierano, bo blisko było do drogi, którą ten "odzysk"' wywożono. Dzięki temu możemy zobaczyć pełną dwupiętrową konstrukcję Panzerwerka, a nie tylko górną - bojową.

Ten schron jest jednym z lepiej zachowanych ciężkich Panzerwerków. Ma zdemolowaną przy wysadzaniu kopuły pancernej (ponad 30 ton wagi a grubość 220 mm!) "basztę" oraz rozerwane wybuchami boczne strzelnice (zdj.28,30 i 31) - (prawie 20 ton i grubość 100 mm) też dla zniszczoną pozyskania stali. Tył schronu i jego dolna kondygnacja zachowały się doskonale. Wyraźnie widać strzelnice otworowe, a także wnękę wejścia i strzelnicę chroniącą podejścia do drzwi (zdj.33). W dolnej części konstrukcji dwa wyjścia ewakuacyjne, które pionowymi tunelami wychodziły na powierzchnię. Na całym bunkrze różne otwory wentylacyjne, komunikacji głosowej i inne o nieznanym mi przeznaczeniu. Cała budowla pokryta jest warstwą czarnego lepiku, który miał zapewniać ochronę przeciwwilgociową, a przy okazji powodować "grzęźnięcie" lekkich pocisków. Gdzieniegdzie ślady po ostrzale sowieckim (zdj.34,35), a w jednym miejscu odbicia betonu pokazujące jego lichą konsystencję - przewagę drobnego żwiru nad wiążącym cementem (zdj.36). Zastanawiałem się nieraz dlaczego takie schrony nazywano ciężkimi, samowystarczalnymi systemami obrony kolistej, a wraz z sąsiednimi schronami - bastionami lub grupami warownymi? Po obejrzeniu tego schronu wiele rzeczy stało się dla mnie jasne. W kierunku spodziewanego ataku były 3 ckm-y (jeszcze I-szo wojenne na specjalnych fortecznych podstawach) o promieniu ostrzału ok. 170 stopni każdy - wzajemnie na siebie zachodzące. Pokrywały więc przedpole wachlarzem ognia o promieniu ponad 250 stopni! Tylne strzelnice chroniły resztę z 360 stopni.

Panzerwerki miały oświetlenie, agregaty prądotwórcze systemy wentylacyjne, zewnętrzną i wewnętrzną łączność telefoniczną, system rurowej komunikacji głosowej, ochronę przeciwgazową, sanitariaty, izbę opatrunkową, magazyny żywności, opału, amunicji, lekarstw. Rysunki dolnej i górnej kondygnacji oraz przeznaczenie pomieszczeń ładnie pokazuje tablica informacyjna (zdj.37,38). Dookoła było jeszcze kilka nieco słabszych schronów 1-2 strzelnicowych, kilka bardzo skutecznych "Tobruków" o polu ostrzału 360 stopni, liczne rowy strzeleckie, gniazda km-ów, rowy i skarpy przeciwpancerne, polowe i betonowe stanowiska armat p.panc i ogromne pola niskich, a strasznie groźnych zasieków z drutu. Na tych drutowych przeszkodach pozostał na zawsze niejeden czerwonoarmista lub polski "ludowiec". Rzeczywiście więc był to potężny system obronny, budowany na dodatek między przeszkodami naturalnymi (jeziora, bagna, strumyki, wąwozy) i sztucznymi (jazy, śluzy, obrotowe mosty, systemy zalewowe.) Złamanie obrony takiej mini twierdzy bez broni ciężkiej było niemożliwe, a piechota z pepeszami, rkm, ckm i rusznicami p.panc, czy trofiejnymi panzerfaustami mogła sobie jedynie bębnić po betonie i pancerzach.

Takie schrony można było rozwalić jedynie działami o kalibrze powyżej 100mm lub ciężkimi bombami lotniczymi. Najczęściej zdobywano je przez obejście (ucieczka zagrożonej załogi) lub fortelami. Niemcy nawet na liniach takich umocnień nie mogli wytrzymać uderzeń nie liczących się ze stratami fal nacierających czerwonoarmistów, ostrzału ciężkiej artylerii, czy skutecznych samobieżnych dział SU 100 i ISU 152. Umocnienia betonowe i polowe tzw. Wału Pomorskiego muszą mimo ich fatalnego stanu budzić respekt. Ale wypada też w pełni zgodzić się z opiniami panów Perzyka i Miniewicza, że nieporozumieniem jest nazywać ten system umocnień "Wałem". To określenie propagandowe z czasów Polski Ludowej. Miało podnosić prestiż zdobywców umocnień i choć trudno odmówić im ofiarności i bohaterstwa, przyznać trzeba, że zdobyli jedynie drugorzędną linię niemieckich umocnień- Pommernstellung czyli "pozycję pomorską"'. Linię wybudowaną jeszcze przed wojną jako osłona terytorium Niemiec od strony Polski, jedynie szczątkowo rozbudowaną (w wielu miejscach niedokończoną) w drugiej połowie 1944 roku, a obsadzoną zlepkiem najróżniejszych jednostek bojowych: tyłowych, zapasowych, szkolnych i lokalnego Volkssturmu, czy uciekających z Prus Wschodnich, Poznania i Piły. Daleko jej do potęgi Wału Atlantyckiego, a jedyny naprawdę potężny system umocnień na ziemiach dzisiejszej Polski (zbliżony do określenia "wał") to linia tzw. Przedmościa Lubuskiego znana bardziej jako Międzyrzecki Rejon Umocniony.

Refleksje naszły mnie później. Wcześniej jeszcze połaziłem po lesie za Panzerwerkiem, zrobiłem kilka zdjęć całkowicie wysadzonemu schronowi 1 strzelnicowemu (zdj.39,40) oraz zarośniętym transzejom i stanowiskom ogniowym. Dowiedziałem się też, że bardziej na północny wschód są dalsze ruiny. Jedna z nich znika podobno w oczach, bo łupany betonowy gruz, tworzy idealną masę wypełniającą wylewki fundamentowe budowanych w okolicy pięknych willi!

 

Nadeszła pora na podczepienie pozostawionych w Szczecinku małżeńskich "taborów" (znów masaż czoła!) i powrót nad nieco rozpogodzone, wczasowe Wybrzeże. A tutaj w zaciszu letniskowego domku małe konkluzje:

 

1. Stan umocnień to tragedia! Wygląda na to jakby nikt się nimi nie interesował. Brak informacji (szczątkowe są w Szczecinku), dróg i ścieżek dojazdu, a co najdziwniejsze, jakiejkolwiek myśli przewodniej, jak to sensownie turystycznie i zarobkowo wykorzystać.

 

2. Chcąc zwiedzić te wszystkie zrujnowane obiekty (od Krzyża po Darłówek było ich ok. 700) trzeba przyjechać tu z namiotem na co najmniej tydzień, z latarkami, gumowcami i maczetami do cięcia zarośli!

3. "Tabory" i markietantki należy bezwzględnie zostawić w domu lub wysłać na jakieś tam Bahamy!

 

Deszczową wędrówkę po ocalałych fragmentach "Pommernstellung" zaproponował Wam Jacek Paluch.